Go to ...
RSS Feed

Opozycja przeciwko legalnie wybranej władzy – różnice pomiędzy Czechami i Polską


W związku z dzisiejsza manifestacją nieparlamentarnej opozycji przeciwko premierowi Czech pojawiają się głosy, że w gruncie rzeczy mamy do czynienia ze zjawiskiem podobnym, jakie od 2015 roku można obserwować także w Polsce. Mamy z nadania wyborców siłę, która obejmuje władzę, zupełnie legalnie i demokratycznie, która dysponuje większością. Wobec niej podnosi się fala gniewu i sprzeciwu starająca się ja obalić na ulicy i stosuje do tego środki jeszcze demokratyczne, ale nie wyborcze.

Spróbuję w skrócie porównać Czechy i Polskę.

Wiele aspektów tego antyrządowego sprzeciwu wygląda podobnie jak w Polsce. Ale są tez różnice. I to spore.

Przede wszystkim – obecny czeski rząd jest koalicyjny. Ruch ANO Andreja Babiša co prawda wybory parlamentarne wygrał, nawet z dużą przewagą nad pozostałymi partiami, ale pomimo tego nie ma w 200 osobowej izbie niższej parlamentu większości, W senacie to już w ogóle, tam jest ostatnio (po ostatnim uzupełnieniu senatu) walcowany przez opozycję. Do rządzenia musiał ruch ANO zaprosić koalicjantów – socjaldemokrację oraz komunistów. Komuniści nie są integralna częścią koalicji, ale rząd wspierają w głosowaniach. Tylko taki układ daje ANO kruchą większość w niższej izbie. W wyborach socjaliści i komuniści widzą, że tracą, komunistom (tym na dole, czyli nie tym, którzy coś dostali w zamian za wsparcie) przeszkadza, że ich partia wspiera oligarchę (Babiša), socjalistom tak samo – buntują się regiony.

Koalicja rządowa nie opanowała mediów publicznych – stara się poprzez powolne wybieranie przychylnych jej członków rożnych rad medialnych i tam zrobić porządek, ale napotyka to na opór. Jak na razie i telewizja i radio publiczne są antybabiszowskie. Podejmowane soft próby zmiany tego układu są traktowane jako zamach na demokrację. Dodaję, iż telewizja publiczna moim zdaniem, wcale nie jest obiektywnym medium. reprezentuje ona interesy demoliberalnej części spektrum politycznego, jest jednoznacznie prounijna, pro „tolerancyjna” itd. Babiš sobie kupił dwie wpływowe gazety (Lidové noviny, MF Dnes), ma jedną stacje radiową (ogólnokrajową), ale to wciąż za mało, by mógł skutecznie walczyć z frontem medialnym, który jest jednoznacznie mu wrogi. W  świecie mediów jako obciach traktowana jest praca w gazetach szefa ANO. Ci, którzy stamtąd odeszli, mówią o wpływaniu (niedopuszczalnym i nieetycznym) szefa na treść gazet. Jakoś nikt nie mówi o tym, że to samo dzieje się po przeciwnej stronie (w mediach Bakaly i innych). Czarna owcą jest tylko Babiš.

Gwoli jasności – uważam (sam jestem niezależnym, nie pracuję dla żadnych dużych mediów, nie jestem uzależniony od pieniędzy oligarchów), że szef ruchu ANO jest niewątpliwie czarna owcą, ale nie tylko on. Ta druga, antybabiszowska, strona – w zdecydowanej większości – również nie jest obiektywna i wiarygodna. Mała dygresja –  moim zdaniem poziom dziennikarstwa w Polsce jest mimo wszystko lepszy, niż w Czechach czy nie daj Boże na Słowacji. Co nie oznacza, że nie ma w Polsce propagandzistów, którzy mniemają się być dziennikarzami.

Reformy – podczas gdy rząd PiS forsuje dosyć gwałtowne zmiany, obecny gabinet Babiša tak naprawdę skupił się na jednej, w Polsce nazywa się to uszczelnianie systemu podatkowego. Wprowadzono ostre zmiany – system elektronicznej ewidencji (takie lepsze kasy fiskalne), on line śledzenie wszelkich operacji finansowych. Obarczono omalże wszystkie grupy zawodowe (zakres wciąż jest poszerzany) obowiązkiem posiadania systemu EET (elektronicznej ewidencji utargów), co ma zwiększyć wpływy podatkowe do kasy państwa.  To temat mocno kontrowersyjny, przeciwnicy mówią na to „wielki brat” i twierdzą, że to szykana wobec małych przedsiębiorców, coś, co zdusi małe i średnie firmy.
Rząd twierdzi, że wpływy do budżetu się zwiększają, opozycja twierdzi coś odwrotnego. Np. ODS zapowiada, że w razie wygranej w następnych wyborach natychmiast zlikwiduje EET.

Rozdawnictwo – socjaldemokracja ma ministerstwo pracy  i tam dąży do zwiększania emerytur i innych świadczeń. Babiš się na to godzi. Ponieważ ANO ma ministerstwo finansów, zasługi przypisuje sobie. Jest to rozdawnictwo podobne do tego, które robi PiS, ale tylko podobne, bo nie jest systemowe, ale raczej ma charakter jednorazowych bonifikat. Coś jak trzynastka dla emerytów w Polsce. Ale nie ma takich ambitnych programów jak 500+, mieszkanie plus ( na rynku mieszkaniowym jest w Czechach problem) itd.

PiS ma program, ANO nie – ANO w 2011 roku zaczynało jako ruch antysystemowy i antykorupcyjny. Z biegiem czasu do mniej więcej 2015 roku prezentowało się jako ruch wspierający przedsiębiorczość, zdobyło wyborców centro-prawicowych. Ale w wyborach 2017 r. już jednoznacznie „odkurzało” elektorat lewicowy. Trochę jak PO jest to ruch bez programu, który głosi to, co wyskakuje w badaniach opinii publicznej. Babiš ma tę zdolność, że w ciągu tygodnia potrafi zmienić pogląd o 180 stopni i jego elektorat mu to toleruje. Na razie. Ruch ANO sam twierdzi, że jest dla wszystkich i podział na lewice i prawicę stracił sens. To taki swoisty Front Jedności Narodowej. Tym zdecydowanie różni się od PiS. PiS, obojętnie co o nim sądzimy, to partia ideowo mocno zakotwiczona, jednoznaczna w swoich proklamacjach i działaniach.

Prezes Kaczyński jest „czysty”, nie ma majątku, nie zajmuje się byznysem. Ma dobry antykomunistyczny życiorys, jest konsekwentny w swoich poglądach, jego droga polityczna jest czytelna. Natomiast Andrej Babiš to dokładne przeciwieństwo Kaczyńskiego. Był w partii komunistycznej, przed rokiem 89 pracował w przedsiębiorstwie handlu zagranicznego, współpracował jako agent z tajna policją komunistyczną, po rewolucji zaczął budować swe imperium – w warunkach transformacji dzięki swoim kontaktom zbudował holding, który dziś (Agrofert) należy do największych graczy na czeskim rynku (rolnictwo,. nawozy sztuczne,przemysł spożywczy, media itd.), wykorzystał system, transformację, wówczas w latach 90. potrafił współpracować z każdym, kto w tych czasach rządził (sponsoring), czy to z lewicową Socjaldemokracją czy z prawicową ODS. Typowe dziecko systemu, ale od 2011 roku dzięki dobremu marketingowi udało mu się przekonać wyborców, że on jest siłą antysystemową, mówił o „Palermo”, że wszyscy (poza nim) kradną itd. Sporo wyborców w tę retorykę uwierzyło i wierzy nadal.

Opozycja – tu jest pewne podobieństwo – przeciwko PiS wszyscy (poza Kukiz 15) jednoczą się próbując odsunąć od władzy PiS. Zalążki podobnego zjawiska obserwujemy tez nad Wełtawą. Partie opozycyjne zawiązały po wyborach (jesień 2017 r.) tzw. Blok Demokratyczny, czyli jakieś luźne parlamentarne stowarzyszenie partii opozycyjnych, antybabiszowskich. O tworze tym już dawno nic nie słychać. Ale front antybabiszowski istnieje – w parlamencie np. uaktywnia się podczas prób głosowania nad wotum zaufania. Wnioski wspólnie podpisują parlamentarzyści kilku pomniejszych partii politycznych, ideowo niespójnych. Eksperci i komentatorzy namawiają te partie do większej integracji, na razie bezskutecznie. Zarzut wobec tego frontu jest tak sam, jak w Polsce – nie potrafią wyartykułować nic innego, niż hasło „Babiš musi odejść!”. Nie ma pozytywnego przekazu, nie ma żadnej wizji programowej, nie ma niczego, co mogłoby zadziałać w ten sposób, by odnieść zdecydowane zwycięstwo przy urnach. W przeciwieństwie do Polski opozycja czeska nie potrafiła stworzyć zjednoczonego bloku wyborczego idącego do eurowyborów. Razem otrzymali więcej głosów niż ANO (to koło 21 proc.), ale zasilą oczywiście przeciwstawne nurty w PE od zielonych aż po konserwatystów. Mogli ale przynajmniej spotęgować psychologiczny efekt – że można pokonać ANO, bo im się to teoretycznie udało. Gdyby owszem coś takiego w ogóle zaprezentowano wyborcom, być może, gdyby opozycja zdecydowała się na to samo, co PO, i stworzyła koalicję wyborcza, przegraliby.

Babiš, podobnie jak PiS ma wielki potencjał mobilizacyjny, ma świetny PR zespół pracujący dla niego 24 godzin na dobę. No i przede wszystkim, tak samo jak nad Wisła, jest mocny słabością swoich przeciwników.

Babiš jest pracoholikiem

I jeszcze jedno – premier Andrej Babiš Mocno odstaje od reszty elit politycznych  jedną cechą – jest nieprawdopodobnie pracowity. To pracoholik, pracuje na pełnych obrotach od szóstej rano do później nocy. Jest zatem widoczny wszędzie – w regionach, w gminach, w parlamencie, w Brukseli, po prostu wręcz wzorcowo haruje. Żaden z polityków opozycji mu pod tym względem nie może dorównać. Nawet w ułamku. Szef ruchu ANO ma coś w rodzaju charyzmy, która ostatnio działa na emerytów (sam jest już przecież starszym człowiekiem) i tych „niewykształconych z mniejszych gmin”. Obecnie jego elektorat jest prezentowany podobnie, jak elektorat PiS. Ci głupi i ze wsi glosują na ANO. Oczywiście to karygodne uroszczenie, ale media i opozycja tym grają.

Babiš to pragmatyk,  technokrata władzy. Jego ambicją było kierować państwem jak firmą. Może miał i dobre intencje, ale przede wszystkim wobec własnych firm (które od 2017 roku „zaparkował” w funduszu powierniczym), które czerpały gigantyczne dotacje unijne i czeskie. Dotacje miały przecież wspomagać małe i średnie firmy – te zwłaszcza, ale rzeczywistość była inna. To tylko wycinek z tego, co się premierowi obecnie (a tak naprawdę od dawna) zarzuca. Prezes Jarosław Kaczyński nie ma żadnych firm, żadnego holdingu, który aspiruje na role monopolisty na jakimś konkretnym rynku. Nie jest po prostu nieprzyzwoicie bogatym oligarchą.

Zapewne te notatki nie wyczerpują tematu. Niektóre moje uwagi są zbyt skrótowe, ale widzę, że w Polsce wciąż mało wiadomo na temat tego o co się gra w Czechach. Mam nadzieję, że choć troszkę pomogłem w zrozumieniu tych spraw.

Vladimír Petrilák

Tags: , , , ,

More Stories From Czechy